006 it-never-ends-well

 Moja pierwsza jawna ocena - cóż, pozostaje mi tylko błagać Was w duchu o dobre przyjęcie!

    Casparow rozgląda się nerwowo, idąc przez ciemny las. Po głowie lata jej tysiąc myśli: „Co zrobią, jak nie podołam zadaniu?”, „Jak mnie przyjmą w Kaer Morhen, jeśli zawalę?”, „A jak Sylville zareaguje, kiedy się dowie, że mi się nie udało?”.
    DOŚĆ!
    Takie czcze zastanawianie się nic nie da. Trzeba się skupić i trzeba się przyłożyć, żeby dać z siebie wszystko, to tajemnicze HP FF może czaić się wszędzie.
    Zamyka na chwilę oczy, wyciszając się. Bierze dwa głębokie oddechy i po chwili cicho znika w gąszczu, podążając wskazówkami z it-never-ends-well.mylog.pli tropiąc kreaturę.



1.       Rozpoznanie (4/10)

    Adres niewiele mówi, chociaż przyznam, że daje do myślenia. „To nigdy nie kończy się dobrze”. Co nie kończy się dobrze? Życie, miłość, a może Twoje opowiadania? Nie dziwi mnie, że wybrałaś angielską wersję tego zdania, brzmi o wiele lepiej, ale naprawdę nie mogłaś znaleźć nic wspaniałego w naszym ojczystym języku? Nie wierzę!
    Od razu podałaś mi tematykę opowiadania, trafiłaś w mój gust. Chętnie wchodzę na Twoją stronę, żeby przeczytać kolejny ff o Harrym Potterze.
    Szczerze mówiąc, Twój szablon odstrasza. Wszystko masz wciśnięte w lewą stronę ekranu, prawa aż płacze z samotności! Dodatkowym minusem jest czcionka – czerwona na czarnym tle. Nie dość, że bardzo męczy oczy, to po prostu odpycha. Myślę głównie o spisie treści, bo w tytule da się przeżyć. Biały na czarnym to też nie najlepsze połączenie… Dodatkowo tekst nachodzi Ci na obrazek, co nie wygląda zbyt estetycznie.
    Promocja kompletnie nie promuje. Wszystko jest za małe, za bardzo upchane i sprawia, że nie mam ochoty wejść na żadną ze stron, które podałaś. I nie rozumiem – o co chodzi z tymi skreślonymi linkami? Widzę, że strony są albo usunięte, albo zakończyły swoją działalność. Trudno, takie rzeczy się dzieją, po prostu usuń, nie skreślaj, nie wprowadzaj zamętu.
    Trochę mnie zasmuciło, że na belce, na obrazku i w adresie masz to samo. Zdanie „It never ends well” mam tak głęboko wyryte, że to aż irytuje, i jeszcze bijesz mnie tym z każdej strony…
    Mogłabyś także powiększyć czcionkę. Przyznaję, ładnie wygląda, ale oczy zaczynają się męczyć od samej myśli, że mam to przeczytać…
    Zakładka „O Vernerze” bardzo mnie zaskakuje. Nie spotkałam się jeszcze z niczym podobnym i mam nadzieję, że uda Ci się zwycięsko przebrnąć przez ten – dla mnie – nowy pomysł.

2.       Oko w oko

Prolog

    Uch, nareszcie! Tak, dokładnie to sobie pomyślałam, kiedy skończyłam czytać prolog. Ciekawie się zaczął, ciekawie skończył, ale do końca bym nigdy nie doszła, gdyby nie to, że piszę ocenę. A i tak mało wiem z tego, co chciałaś przekazać. Piszesz za długo, za bardzo filozoficznie, a drugiej strony ciężko doszukać się tam filozofii. Jest kilka zdań, nad którymi zatrzymałam się na chwilę. Kilka zdań na kilka stron! Oj, nie zachęcasz czytelnika, żeby przeszedł dalej…
    Prolog nie musi być długi. Po prostu usuń tę dziwną mieszankę w środku i będzie o niebo lepiej.
    Ach, jeszcze jedno. Piją whiskey, czy nie? W komentarzu piszesz, że „pijacki bełkot by był zbyt okrutny dla czytelnika”. To jest prolog! Tu by było nawet lepiej, gdybyś wrzuciła taki ochłap realizmu.

Poszukiwanie piękna

    Już od początku rozdziału zmienia się moje nastawienie do Twojej twórczości. Jest dużo lepiej. Nie wprowadzasz nas od razu w wartką akcję, pozwalasz zapoznać się ze światem, ze swoim stylem i z bohaterami. Wszystkie decyzje starasz się uargumentować, póki co nie zauważyłam przypadkowości, wszystko tworzy całość, bez zbędnych wątków i wąteczków. Trzymam kciuki i idę dalej.

Piękno

    Początek robi na mnie dobre wrażenie, uśmiecham się, gdy wplatasz w opowiadanie dziewczynkę broniącą prawa. Ale zaraz potem znowu wplatasz za długi fragment, w którym nic się nie dzieje. Czy musisz tak bardzo rozwodzić się nad jego przemyśleniami odnośnie pracy? Uwierz mi, że nie. Na szczęście potem znów wprowadzasz dialog, kilka zaskakujących elementów i lekko czyta się Twoje opowiadanie. Wprowadziłaś nowy wątek, mam nadzieję, że nie zostawisz go samemu sobie. Mam jeszcze zastrzeżenia co do końcówki, ale w tym wypadku się powtórzę. Wszędzie te wspomnienia i przemyślenia, wszędzie

Cena piękna

    Kompletnie zmieniasz… Wszystko. Może z wyjątkiem Vernera. Tutaj zaczynam dokładniej rozumieć tytuły, jakie nadajesz rozdziałom, wszystko się ze sobą łączy. Ciekawi mnie tylko, czy od początku miałaś szkic opowiadania, czy piszesz „od myśli do myśli”? Z jednej strony, patrząc na odnośniki w tekście do tytułów i same tytuły, to mam wrażenie, że wszystko już rozplanowałaś, ale kiedy przenosisz nas, ni z gruszki ni z pietruszki, w zupełnie nową sytuację, dodatkowo nic nie wyjaśniając… Celowy zabieg, czy przez przypadek wyszło takie duże zamieszanie? Zobaczymy.

Poszukiwanie dobra

    Znowu wytknę Ci zbyt długi opis. Wszystkiego. Wprowadzasz niepotrzebne ozdobniki, które w zamierzeniu mają umilać treść, a tak naprawdę tylko ją wydłużają.
    „Gdy tylko zaczął pracować dla Borgina i obu Burke’ów, wypytał paru zaufanych ludzi (czy może raczej ludzi, którzy mieli pewne informacje i gotowi je byli sprzedać za odpowiednią cenę) o to i owo. Nie chodziło o weryfikację, czy pracodawcom można ufać – Verner doskonale wiedział, że nie można – ale raczej o uzyskanie możliwie wielu informacji na temat ich poprzednich pracowników oraz przeszłości samych pracodawców. Ot tak, na wszelki wypadek.”
    Ten fragment wybrałam, żeby mniej więcej zobrazować, o co mi właściwie chodzi i czego się tak namolnie czepiam. Niepotrzebne są, tak jak w moim zdaniu, podkreślenia ciągle tej samej treści. Zaznaczyłam kursywą fragment, który wprowadza mnie w stan największej konsternacjo-irytacji. To jest niepotrzebne, nic nie daje czytelnikowi. Mnie osobiście nawet nudzi. Gdybyś te wszystkie opisy przeczytała i pousuwała takie zdania – lub je skróciła – czytałoby się dużo mniej opornie.
    Idę dalej i czeka mnie zupełne zaskoczenie – nie mogę połapać się w czasie.
    „Jakiś czas temu luki w Vernerowej wiedzy na temat Burke’ów uzupełnił sam Borgin. To był jakiś deszczowy dzień i obaj napili się odrobinę zbyt dużo Ognistej, która miała rozgrzać ich kości.”
 Następnie czytamy szczegółowy opis koneksji rodzinnych Burkesa, a potem…
 „– Przyjdź pojutrze koło południa – powiedział w końcu Sigurd, po czym wlał sobie w gardło pokaźną ilość Ognistej.
– Ale pojutrze jest… – zaczął Verner, ale spojrzenie Sigurda go uciszyło. – Przyjdę pojutrze – powiedział.
Nie był pewny, czy tak zrobi. Od rozmowy minęło już parę ładnych godzin, a Verner zdobył parę mugolskich portfeli, ale ani o krok nie zbliżył się do podjęcia decyzji.”
    Określenie „jakiś czas temu” mówi, że mamy spodziewać się jakiegoś odstępu czasowego (około kilku dni) pomiędzy tamtym zdarzeniem a teraźniejszością, tymczasem tak nie jest, a ja się pogubiłam.
    W końcówce nie znalazłam nic, do czego mogłabym się przyczepić. Wręcz pochwalę Cię za bardzo dobrze napisany opis przeżyć wewnętrznych Vernera, naprawdę poczułam tę melancholię gdy stał przed blokiem Ruth!

Dobro

    Póki co ten rozdział podoba mi się najbardziej. Emocje oddałaś bardzo dobrze – przy końcówce aż chciało mi się płakać!
    Rozwinęłaś wątek z Holly i Lettie – a tak się bałam, żebyś go po prostu nie zostawiła!
Masz u mnie dużego plusa.

Cena dobra

    Znowu czuję się zdezorientowana, tym razem Vernerem. Od początku kreowałaś go na bezuczuciowego drania, a tu nagle spotyka się ze swoją córką i chce się nią zaopiekować, żali się swojej dziewczynie (czy to jednak luźny związek, bo raz chłopaczysko ma coś przeciwko, raz nie)… No, niepodobne do niego. Czy to taki chwilowy wyskok, czy nagle ciepłe uczucia zaczynają ogrzewać mu serce?
    Tylko Ruth taka trochę niedorobiona. Najpierw jest jej smutno, bo czuje, że jej kochaś potraktował ją przed chwilą bardzo instrumentalnie, a za chwilę dostaje błyskotkę i się cieszy…

Poszukiwanie prawdy

    Nie mam się do czego przyczepić, wszystko jest ze sobą powiązane, a Verner wrócił do swojej dawnej postaci. Nie zostawiasz żadnego wątku luzem, pomaga Ci niewątpliwie to, że jest ich mało. Niemniej – skończyłaś poprzedni, zaczynasz kolejny. Nie będę więc szukać luki w całym, idę dalej.

Prawda

    Trochę mi nie pasuje to, że Fred tak po prostu dostał się do mieszkania Vertera. Jasne, że Greengrass też to robił, ale to jakoś tak bardziej pasowało do tego wizerunku „macho”. Natomiast nasz główny bohater śpi i w niczym mu nie przeszkadza, że każdy może się do jego domu dostać. Nie ma w jego głowie nawet zirytowanej myśli, kiedy przyjaciel po prostu staje nad nim i go budzi. Przecież miał kiedyś jakieś zabezpieczenia – nie pasuje mi, że do nich nie wrócił.

Cena prawdy

    Nie mam zastrzeżeń. Brniesz dzielnie dalej, a Twój styl się poprawia, przystopowałaś też z opisami. Przy tym rozdziale nie pozostaje mi nic innego, jak pokiwać z uznaniem głową.

Demiurg

    No proszę, proszę, dostało się Verterowi.
    Trochę mi się nie podoba, jak opisałaś włamanie do sklepu. Niby ten Borgin tak się namęczył, tyle energii co wieczór w to wkładał, a byłe złodziej sobie przychodzi, coś tam mruczy i tyle? Już jest w środku? Nawet nie wyjaśniasz, dlaczego inkantacje i runy mają taką moc. Mi się wydaje, że skoro Verter, który raczej nie był jakimś wielkim czarodziejem, umiał tak po prostu przełamać bariery na Nokturnie, to znaczy, że coś tu śmierdzi. I coś tu trzeba zmienić…

Zanik dobra

    Znowu mi nie pasują te zabezpieczenia domu, tyle, że tym razem Freda. Co jest z nim nie tak? Dobra, niech se mieszka w tej mugolskiej dzielnicy, ale jak ma możliwość, to dlaczego domu porządnie nie zamknie? Rozumiem, że to Ci było w pewien sposób potrzebne w opowiadaniu, ale na pewno nie dodaje mu realizmu.
    Trochę się zmartwiłam, gdy znowu zaczęłaś te przemyślenia „Jest, czy nie jest uzdrowicielem?”, ale z radością się przekonałam, że wybrnęłaś z tego zwycięsko.

Zanik prawdy

    Tutaj, niestety, nie było już tak kolorowo. Znowu pojawiają się przydługie, nic nie wnoszące fragmenty (np. ten akapit: „Zrobił jednak coś dobrego. Zgodził się na wiele, by móc tego dokonać, ale teraz, kiedy tylko eliksir zadziała, będzie mógł iść do Holly i jej powiedzieć, ile mu zawdzięcza. Złoto mogła mu próbować oddać, ale zdrowia Lettie – nie.(…)”). Mam nadzieję, że wiesz mniej więcej, o co mi chodzi.

Upadek demiurga

    Jeden z bardziej wzruszających rozdziałów… Znów nie mam się do czego przyczepić, przy tym rozdziale tylko Ci gratuluję.

Zanik piękna

    Ostatni rozdział, został Ci do dodania już tylko epilog i, powiem Ci szczerze, postaram się wejść, żeby go przeczytać. Jest bardzo melancholijnie, mam wrażenie, że opisywanie takich smutnych scen idzie Ci o wiele łatwiej, niż tych, kiedy wszystko jest dobrze, prawda? W każdym razie, dużo milej się czyta. Znów nie mam się do czego przyczepić.

a)      pierwsze uderzenie (18/25)
    Opierasz się na świecie stworzonym przez J.K. Rowling. Doceniam, że nie wprowadzasz w nim zmian. Wiem, że to trudne, kiedy piszesz coś swojego. Trudno tu powiedzieć cokolwiek więcej – po prostu jest jak jest, nic nowego.

b)      wypad (9/10)
    Jeśli chodzi o bohaterów, to jestem pod ogromnym wrażeniem. Większość z nich stworzyłaś sama albo nadałaś cechy tym, którzy dotychczas mieli tylko nazwiska. Kiedy o nich czytałam, czułam, że równie dobrze mogę przejść koło nich na ulicy, czy nawet zamienić z nimi parę słów. Są żywi – a o to trudno, jeśli się kogoś tworzy bez żadnych podstaw. Gratuluję!

c)       uskok (8/20)
    Tu muszę wspomnieć o tym, co już Ci parokrotnie wypominałam – niesamowicie nudne opisy, na dodatek niewiele wnoszące do opowiadania. Styl masz dobry – można zauważyć poprawę, jaka się w nim dokonuje z kolejnymi rozdziałami. Lekko się czyta, jeśli tylko wiesz, co piszesz. Jeśli chodzi o dialogi, to mam wrażenie, że to Twój konik. Są naturalne, niewymuszone i kwestie pasują do osób, które je wypowiadają. W sumie, to do nich mam tylko jedno zastrzeżenie –  „Vernerze”.
„– To pluszowy kotek Lettie – wyjaśniła Holly, a potem nerwowo zerknęła na zegarek. – Vernerze, naprawdę nie mam czasu.”
To jest przykład, w opowiadaniu jest tego więcej. Chcę Ci tylko pokazać, że to wygląda dziwnie. Kobieta się spieszy, na dodatek rozmawia tylko z jedną osobą, nie jest potrzebne, by tak podkreślała adresata wypowiedzi.

d) cięcie (13/15)
    Tak jak już napisałam (i jak można przeczytać w zakładce „Kaer Morhen”) – poprawiam ostatnie pięć rozdziałów. Dla tego bloga cięcie rozpoczyna się od „Demiurga”.

1.       „Nokturn był jednym z tych miejsc, które rzadko zasypiały, a nawet jeśli się to zdarzało – ciężko było o pewność, że za chwilę zza zakrętu nie wyjdzie ktoś, kto szuka kłopotów, a takich osobników (częstokroć rozochoconych wcześniej Ognistą) było całkiem sporo.” Ten myślnik mi tu przeszkadza.
2.       „(…)niektóre wychodziły z żołądkami pełnymi nieco nieświeżej wątroby tuńczyka(…)” Zawsze byłam zdania, że koty jedzą całe tuńczyki, ta samotna wątroba całkowicie zbiła mnie z tropu.
3.       „Przez chwilę czuł się jak artysta; jak ktoś, kto tworzy coś tego, kto dekonstruuje stary ład po to, by zrobić miejsce czemuś nowemu i piękniejszemu.” To Ci jest niepotrzebne, prawda?
4.       Verneruśmiechnął się do siebie, a potem odwrócił się, żeby popatrzeć na kota, ale było już za późno – obok Vernerowych nóg strzeliła jakaś pomarańczowa strzała i znikła w nieoświetlonym sklepie.
– Cholera – mruknął Verner.”
5.       „A piękne jak obrazki!” „Jak z obrazka”.
6.       „Cukiernica była pełna, więc nie miał nawet pretekstu, żeby uciec do kuchni przed czujnym spojrzeniem przyjaciela, który w tej chwili nawet nie mrugał, jakby w obawie, że Verner się zdeportuje.”
7.       „Żałował, że Fred odmówił nalania mu whisky.” Literówka
8.       „Żałował, że nie pomyślał wcześniej, ale przecież nigdy nie myślał wcześniej, zawsze zdawał się na szczęście i… Czy jednak doszedł do tego momentu, w którym zaczynał wierzyć, że nie może ponieść porażki?” Powtórzenie i z dużej litery
9.       „Lettie była dziełem sztuki – jego dziełem sztuki – ale nie potrafił podstawić jej na należnym dziełu sztuki piedestale.” Postawić
10.   „Obrazu czy rzeźby, które byłyby całkowicie jego, i które mogłyby trwać w czasie.” Przecinek
11.   „A co, jeśli go nie znajdzie? Co, jeśli będzie biegał po Nokturnie, a tu wydarzy się coś ważnego? Co,jeśli Hobbesowi nie można ufać?” Z reguły, jako, że takie zdania występują z reguły w mowie potocznej, zostawia się pewien margines dowolności w stawianiu przecinków. Wydaje mi się jednak, że lepiej to wygląda, jeśli przed „jeśli” jest przecinek.
12.   „Brzmiał… Wtamtej chwili nie brzmiał źle, w końcu coś się działo.” Z dużej
13.   „(…)ktoś uśmiechał się tak szeroko – jeszcze szerzej niż Greengrass teraz – że… Azresztą, to musiał być jeden z tych horrorów,(…)” Z dużej
14.   „Od paru dni funkcjonował na zwolnionych obrotach, jakby wolniejsze działanie miało pomóc mu zakryć pustkę, o której istnieniu wcześniej nie wiedział, lub nie zdawał sobie z niego sprawy.” Przecinek i „niej”
15.   „Zresztą, nie zamierzał zwalać jej z nóg(…)” Przecinek
16.   „. Jego pustka musiała być inna niż tak, którą czuła Holly, ale nie bardzo wiedział, jak o niej mówić.” Ta
17.   Ruthpatrzyła na niego wyczekująco, ale Verner nie miał jej nic do powiedzenia.
– Chyba nie powinniśmy się już spotykać – powiedziała smutno Ruth.”

e)      pchnięcie (2/5)
    Z jednej strony, rzadko spotykam się z takimi opowiadaniami, z drugiej jednak jest to fan fiction, ale jeszcze z trzeciej, świat Rowling potraktowałaś jak realny, nie czerpałaś z jej pomysłu za wiele… Twój pomysł jest inny, ale nie jest też szczególnie wymyślny, hmm… Na Twoją niekorzyść działa tu mała ilość wątków, żadnych tajemnic. Cóż, dam Ci 2 punkty, ważne, że miałaś kilka swoich własnych, nowatorskich pomysłów.

3.       Ostatni cios (1/5)

    Nie mam za bardzo za co postawić Ci punkty dodatkowe, ten jeden otrzymujesz ode mnie za to, że czasem naprawdę miałam ochotę płakać, gdy czytałam Twoje opowiadanie. Jestem osobą wrażliwą, więc nie jest to trudne, ale mimo wszystko – udało Ci się.


    Casparow patrzy uważnie na kreaturę, którą przed chwilą pokonała. Oj, nie było łatwo! Fleder porządnie ją zaskoczył, był niezwykle wytrzymały. Zadała mu aż 55 ciosów, zanim zwierzę padło martwe u jej stóp! Ociera pot z czoła i bierze głębszy wdech. Teraz jedyne co jej pozostało, to czekać na ocenę pierwszego zlecenia.

  • Digg
  • Del.icio.us
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • RSS

0 comments:

Post a Comment